wtorek, 6 września 2011

pierwsze polowania po przerwie

Tak jak sie obawiałam - wpadłam w chustowy nałóg po raz drugi. Jak tylko pojawiła się świeża możliwość noszenia dziecka w chuście, zaczęłam zaglądać nieśmiało na ostatnie nowości. Wcześniej od dłuższego czasu omijałam zgrabnie owe wątki, żeby sie niepotrzebnie nie nakręcać, skoro mój 3-latek zrezygnował z bycia noszonym na rzecz dorosłego życia. Zniosłam tą zmianę nad wyraz spokojnie; nie bez znaczenia pewnie jest tu fakt iż jestem doradcą chustowym i "jak coś" zawsze sobie mogę zamotać chustę w ramach pracy ;)

Ale oto w okolicy wiosny pojawił się w naszym życiu 3 młody osobnik a wraz z Nim na nowo znane i bardzo lubiane możliwości :) hm... na początku wydawało mi się, że mogę sobie sprawić jedną dodatkową chustę w ramach "wyprawki", od czego w końcu są becikowe ;) Ale zaczęłam bardzo praktycznie- od kurtki do noszenia dzieci. Czyli takiej oto możliwości noszenia dzieci w zimie:




(http://www.slingomama.nl/product_info.php?products_id=127)

W końcu będziemy nosić naszego najmłodszego praktycznie 3 zimy, więc taka kurtka na pewno nam się przyda. Szczerze mówiąc niecierpię motać chusty na kurtkę... Nowa możliwość napawa mnie uczuciem ulgi.

No i dobrze. Nie rozglądałam się jakoś gorączkowo za nową chustą dla nas, ot tak przeglądałam różne możliwości. Może indio, a może gekony...a może jakiś pasiak? Przez chwilę zahaczyłam sie na bambusowej propozycji firmy LennyLamb, czyli Tikandze


kolory bardzo moje...połączenie idealne. Zaczęłam się rozglądać i miałam w opcji.
Gdy nagle, zupełnie znienacka dopadła mnie wieść o nowej limitowanej wersji indio Didymosa, mojego ukochanego splotu chustowego. Na forum chusty.info nazywa się to indiofilizm i ja od pierwszej styczności na żywo z takim splotem zostałam wierną indiofilką. W moim domu gościło kilka chust o tym wzorze. Zaczęło się od pożyczonej na 2 dni indio natur (chyba, do dziś nie wiem co to było, bo nie miało wszywki ani nic)
Nie czekając długo, wykopałam spod ziemi środki na swoje pierwsze prywatne indio. Po długich poszukiwaniach idealnego, padło na indio colorgrown green- czyli bawełniane indio z zieleniejącą nitką. W praktyce wygląda to tak, ze z każdym praniem zielona nitka staje się coraz ciemniejsza. A ja lubię ciemny zielony :)
Tu my z naszym indio zieleniejącym:

Później miałam w domu indio z konopiami, które zafarbowałam na turkus za pomocą farby Dylon Bahama Blue. 
tu w zestawie z colorgrown:


Następnie indio z lnem, które miałam w domu aż dwa razy. Po sprzedaniu brakowało mi go bardzo i po jakimś czasie zakupiłam je znowu, do dziś jest to jedna z moich ulubionych chust ever. Potem miałam też indio gościnnie, np. rubinrot lub osławiony moss z wełną.


tu zdjęcie mojego stosiku w owym czasie, druga od dołu to indio z lnem, trzecia to właśnie pożyczony moss.

Aż okazjonalni nabyłam indio loden, z dodatkiem jedwabiu i uwaga...pokrzywy. Bardzo przyjemne połączenie :) I kolor ciemno-zielonej nitki, wręcz wpadającej czasem w czarną co czyni odcień chusty szarym, zależy jakie jest akurat światło. Nasz loden wygląda tak:



Po jakimś czasie dołączył do lodena indio cobalt-rouge. Piękna chusta, wpadająca w fiolet. Uwielbiam kobaltową nitkę u Didymosa, i wciąż marze o pierwotnej wersji cobalt-zimt
 (http://choosingwrap.livejournal.com/103169.html)

piękny prawda? jest w moich planach...
Ale wracając do cobalt-rouge, jest to indio z dodatkiem lnu, ale cieńsze niż natur, więc trochę łatwiejsze w okiełznaniu, zwłaszcza gdy mamy cieplejszą por roku...
(http://ua-slingomamy.livejournal.com/949670.html)

Pięknie się mieni, prawda?  Generalnie wzbudza zachwyt, gdziekolwiek się człowiek z nim nie pojawi :)

I tu dotarliśmy do momentu, gdy dotarła do mnie wieść o najnowszym bawełnianym indio Didka, czyli indio Monti. Nitka cynamon-ecru. Nie miałam wątpliwości, ze tym razem przepadnę. I oczywiście miałam rację. Nie było rady, trzeba było łapać okazję, gdyż to edycja mocno limitowana. W dodatku z nitka brązowa od dawna
indio nie było a to moa druga, obok zieleni, wielka słabość. No wiadomo, argumentów "za" jest cała masa. Więc kupiłam. Przyszło pocztą. Wyprałam. Okazało się, że jest cudnie miękkie i puchate i wiąże się tak jak lubię :D Wielka radość. Monti czeka w stosiku na pierwsze motanie nowego chuściocha i cieszy niezmiernie moje oko.




i mój obecny stosik:
(od góry: indio loden, indio cobalt-rouge, indio monti, zara cofee, babylonia passion fruit)


ale, o zgrozo, to nie koniec!! Odkryłam z przerażeniem, ze po prostu mi od nowa odbiło zupełnie! I znikąd ratunku... W mojej głowie powstała lista życzeń chustowych... Na dzień dzisiejszy bardzo mi sie marzą :
1.Gekony Mocchia
(http://www.mein-kleiderschrank.de/index.php?view=detail&id=2965&option=com_joomgallery&Itemid=21&lang=en#joomimg)

2.wspomniane indio natur z lnem
3.indio cobalt-zimt
4. indio terra z wełną
(http://www.sneglehuset.com/page/didymos-galleri-33/)

5.indio z kaszmirem
tu na samym dole
(http://www.chusty.info/forum/showthread.php?t=8483&p=387194)

6. indio colorgrown brown




(zdjęcia z forum chusty.info)

no moja miłość normalnie. Myślałam, że nie prędko ją dorwę a tu właśnie wczoraj pojawiło się światełko w  tunelu więc  czekam na rozwój wydarzeń!

7.no i wspomniana Tikanga LennyLamb

8.i tu nowość w mojej głowie- niespodziewanie zachwyciłam się limitowanymi Girasolami:
 Symphuo

oraz Jungle:








nie wiem jeszcze jak ucisz sumienie jak przyjdzie mi kupić Jungle, bo chyba jednak ten bardziej mi sie podoba....ale na pewno coś wymyślę :P

2 komentarze:

  1. ah...no...te pawie ze zdjęcia to była wielka miłość utracona na wskutek ciężkich czasów, to niczym miłość na wojnie...z tego wszystkiego nawet juz o nich nie wspominam....

    OdpowiedzUsuń